Tak dla Odry, Tak dla Polski

Brytyjskie barki z Gdańska

[Zawsze warto przypomnieć, że Polak potrafi. Żeby jeszcze potrafił to kupić. J.B.]

za: http://www.zegluga.wroclaw.pl/articles.php?article_id=283

Greg

Dobre, bo polskie – jakże słodko brzmi to powiedzenie w ustach chyba każdego rodaka, zwłaszcza wtedy, gdy zacytować je może koledze z zagranicy, lub w przypadku nas – emigrantów na Wyspach – angielskiemu sąsiadowi “zza płota”.

Nie dziwi zatem fakt, jak bardzo zadowoleni i dumni chodzili rodacy mieszkający w okolicach Birmingham, gdy brytyjskie media ujawniły, że uwielbiane przez Brytyjczyków małe, mieszkalne barki kanałowe – zwane tutaj narrowboats – produkowane są w Gdańsku. Jak stwierdziła w wywiadzie dla brytyjskiego dziennika “The Times” angielska para państwa Sutton, z barką wyprodukowaną w Gdańsku połączyła ich miłość od pierwszego wejrzenia.

Butelkowozielona barka Howarda i Barbary Sutton z Gloucester przypomina tradycyjną łódkę, jaka porusza się dziś po angielskich kanałach prawie 30 tysięcy zwolenników tego rodzaju rozrywki lub sposobu na życie. Łódka państwa Sutton, z tradycyjnymi okrągłymi oknami i ozdobami, różni się od innych jedynie pochodzeniem. Zamiast na Wyspach, została bowiem wyprodukowana w Gdańsku. Jak donoszą dziennikarze brytyjskiego dziennika, w ostatnich latach coraz więcej firm handlujących łodziami kanałowymi, jak również indywidualnych klientów szukających wymarzonej barki, składa zamówienia nad Bałtykiem. Powodów jest kilka. M.in. umiejętności polskich rzemieślników budujących łodzie znacznie przewyższają te, jakimi pochwalić się mogą rodowici mieszkańcy Wysp. Ponadto, jak można się domyśleć, polskie fabryki produkują barki o dużo lepszej jakości za znacznie niższą cenę.

Jednocześnie wzrasta również moda na barki wśród Brytyjczyków, znajdujących w tym sposobie transportu wodnego ciekawą formę spędzania wolnego czasu. Dla niektórych natomiast inspiracją do zakupu łódki stały się wakacje 2005 r., spędzone przez sławna parę aktorską Calistę Flockhart (serialową Ally McBeal) i Harrisona Forda właśnie na pokładzie jednej z barek, pływającej po kanałach okolic Birmingham. W efekcie popyt na łódki kanałowe wzrasta obecnie w Wielkiej Brytanii z miesiąca na miesiąc. Jak się okazuje, nowym hitem wśród fanów barek są łódki produkowane nad polskim Wybrzeżem.

Angielska para, której zamiłowanie do wodnych podróży kanałami opisał “The Times”, rozpoczęła swoją kanałową przygodę cztery lata temu. Po kilku sezonach spędzonych na pokładzie najprostszej z barek, Howard Sutton postanowił jednak poszukać łódki o nieco wyższych standardach, by uczynić wakacje na kanałach jeszcze bardziej luksusowymi. Jak się jednak okazało, znalezienie łódki, jaką miał na myśli za cenę, jaką był w stanie przeznaczyć na jej kupno okazało się niemożliwe do zrealizowania w Wielkiej Brytanii. Po mozolnych poszukiwaniach, Howard i Barbara znaleźli wreszcie model barki, jakiego szukali. “Aqualine”, w którym zakochała się angielska para, został wyprodukowany przez brytyjską firmę Aqualine Shipyard w Polsce i kosztował ich 71.250 funtów.

Zobaczywszy idealne wykończenie i umeblowanie łódki, Howard bez wahania wyłożył pieniądze na stół. Jak powiedział angielskim dziennikarzom, po tym jak wraz z żoną zdecydowali się na kupno polskiego modelu barki, jeden z angielskich rzemieślników obiecał im nawet, że skopiuje ten wzór i zbuduje mu taka samą łódkę na miejscu. Jedyna różnicą, jakiej angielski rzemieślnik nie był jednak w stanie odtworzyć, była cena za takie zlecenie. Ponieważ zażądał zbyt wiele, państwo Howard złożyli zamówienie w Gdańsku. Fabryka, w której powstała barka państwa Sutton, zatrudnia w Gdańsku 75 stolarzy, mechaników i techników. Wielu z nich nauczyło się fachu jeszcze za czasów, gdy w Polsce kwitł przemysł ciężki.

Angielskiemu rzemieślnikowi zbudowanie barki może zająć nawet rok czasu, podczas gdy w fabrykach w Polsce masowa produkcja łódek oznacza, że jednocześnie produkowanych może być ich nawet 12, a czas ukończenia zamówienia nie przekracza 14 tygodni.

Jak stwierdził w wywiadzie dla “The Times” dyrektor wykonawczy fabryki w Gdańsku John Corker, początkowo polscy pracownicy nie potrafili zrozumieć zainteresowania zupełnie niepraktycznymi i dziwacznie wyglądającymi łódkami. Barki stanowiące niejednokrotnie prawdziwe arcydzieła sztuki, w niczym nie przypominały bowiem eksportowanych kiedyś z polskich stoczni statków i okrętów przemysłowych. Polskim rzemieślnikom nie mieściło się zatem w głowie, że ktokolwiek zechce kupić taką “karłowatą” łódkę. Kiedy jednak w ramach wyjazdu zorganizowanego przez angielskiego pracodawcę, Polacy zatrudnieni w Gdańsku zobaczyli angielskie kanały i krajobraz otaczający drogi wodne okolic Birmingham, zrozumieli zainteresowanie, jakim cieszą się produkowane przez nich barki.

Firma Johna Corkera zatrudnia w Gdańsku cały szereg polskich rzemieślników, bo jak twierdzi sam szef, znalezienie tak wykwalifikowanej siły roboczej w Anglii jest po prostu niemożliwe. Na pytanie, co myślą jednak o tym rodacy angielskiego szefa, Corker tłumaczy, że o ile kilka lat temu Anglicy byli bardziej sceptyczni, dowiadując się, że tak tradycyjnie angielskie rzemiosło wykonywane jest przez robotników z Polski, o tyle teraz, widząc jakość barek produkowanych w Gdańsku, nie mają nic przeciwko temu, że właśnie w obcym kraju powstają łódki. Wręcz przeciwnie, brytyjscy fani barek coraz częściej stają się fanami polskich rzemieślników, którzy budują dla nich te wodne arcydzieła.

Fabryka Corkera nie jest jednak jedyna w swoim rodzaju na polskim Pomorzu. Menadżer ds. sprzedaży z przedsiębiorstwa Amber Boats w Evesham – w regionie Worcestershire – Noel Creary produkuje swoje łódki w Malborku. Choć kilka lat temu liczba zamówień nie przekraczała 40, w tym roku planuje sprzedać angielskim klientom ponad 100 polskich barek. Cena łodzi wyprodukowanej przez jego firmę wynosi od 57 do 97 tysięcy funtów. Zdaniem Creary’ego, taka cena jest jak najbardziej przystępna i atrakcyjna dla angielskich klientów, biorąc pod uwagę wysokiej jakości wykończenie polskich lodzi, w których montuje się granitowe blaty i wykonane z prawdziwego drewna meble. Jak powiedział w wywiadzie dla “The Times”, gdyby brytyjski producent chciał sprzedać łódkę wyprodukowaną w Anglii za tą samą cenę, co te zbudowane w Polsce, to na pewno nie mógłby sobie pozwolić na tak wyszukane i solidne wykończenie barek, jakie zapewniają firmy nad Bałtykiem.

Ukochane powiedzenie “Dobre, bo polskie”, samo “pcha się” więc na usta, słysząc takie nowinki. Ten przykład polskich osiągnięć polecam zapamiętać przede wszystkim rodakom mieszkającym w regionie West Midlands. Proszę sobie wyobrazić, jak zareaguje angielski sąsiad w Birmingham, gdy na pytanie: Co takiego oprócz wódki i kiełbasy jest dobre w Polsce?, odpowiedzą państwo: Łódki – te same, które wypełniają kanały Birmingham i okolic.

W Wielkiej Brytanii jest 2.200 mil (ponad 3.5 tys km) dróg wodnych, a na nich 1.654 śluzy, 3.115 mostów, 417 akweduktów, 54 tunele wodne, ok. 29.000 narrowboat’s (małych barek mieszkalnych) i 111 marin oferujących 15.000 miejsc postojowych. Utrzymanie kanałów i obsługi ruchu na nich generuje 54.000 miejsc pracy. Treść cytowanych artykułów pochodzi wprawdzie z 2007 roku, ale nic nie traci na swym przesłaniu. Polak jednak potrafi, ale…

źródła: Goniec.com, The Times , British Waterways, Aqualine Shipyard

[ Ciekaw jestem czy ta produkcja trwa obecnie. Czy takie stateczki pływają w Polsce? Na jakich zasadach? J.B]

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *