Tak dla Odry, Tak dla Polski

Emocje na konferencji wiślanej w Płocku

Urzędnicy wysokiego szczebla, naukowcy, fachowcy i ekolodzy wytaczali armaty w ostrej momentami dyskusji, czy Wisła ma pozostać taką, jaka jest, czy należy ją uregulować i użeglowić. W panelu dotyczącym potencjału rzeki próbowali znaleźć wspólny język włodarze miast, społecznicy i fachowcy. Jedni twierdzili, że aby przywrócić życie na i nad wodą, potrzeba dopływu pieniędzy, drudzy – że najpierw musi być pomysł, a pieniądze wtedy się znajdą.

Piątek był drugim dniem ogólnopolskiej konferencji „Wisła szansą na rozwój”

(w czwartek odbyły się zamknięte warsztaty), którą płocka „Gazeta Wyborcza” zorganizowała wspólnie z samorządem Województwa Mazowieckiego. Rolę partnera merytorycznego przyjęła Fundacja Rok Rzeki Wisły. Obrady toczyły się w Małachowiance i mimo wielu różnic i antagonizmów uczestnicy w jednym byli absolutnie zgodni: ta najstarsza w Polsce szkoła jest zdecydowanie najładniejszą w kraju! Ci, którzy zdążyli zobaczyć kawałek miasta i spojrzeć na Wisłę z Tumskiego Wzgórza, uznali, że Płock jest po prostu piękny.

Nie dzika, a zdziczała!

Pierwszy panel nosił tytuł „Wisła – rzeka dzika czy żeglowna”. Poprzedziły go prezentacje gości. Sławomir Kopyść, członek zarządu województwa kujawsko-pomorskiego, nie miał wątpliwości, że właśnie użeglowienie jest szansą na rozwój wszystkich przywiślanych terenów. Opowiadał m.in. o projekcie EMMA, realizowanym przez województwo kujawsko-pomorskie. Jego celem jest rozwój transportu śródlądowego – przyjaznego środowisku i konkurencyjnego wobec transportu kołowego ze względu na redukcję kosztów przewozu towarów.

Hydrolog z Francji, prezes Stowarzyszenia Loara-Wisła Zbigniew Gąsowski ciekawie opowiadał o tym, jak kilkadziesiąt lat temu powstał plan regulacji Loary. Miały zostać zbudowane cztery zapory na dopływach rzeki, ale wówczas podniosły się zmasowane protesty. Tam zostały uwzględnione i wszystkie środowiska przystąpiły do rozmów, które trwały ponad 10 lat i były naprawdę ostre. W rezultacie stworzono program, który pogodził wszystkich i został zrealizowany. Z części zapór zrezygnowano.

Biolog Przemysław Nawrocki z ekologicznej fundacji WWF Polska, który reprezentował także porozumienie ponad 20 innych organizacji ekologicznych przeciwnych użeglowieniu rzeki, mówił: – Transport wodny już dawno przegrał konkurencję z samochodowym. Tymczasem na Wiśle, której obecny stan jest dobry, zamiast przywracać żeglugę, należy zadbać o powrót ryb wędrownych takich jak jesiotr, łosoś, węgorz czy troć. Zapora we Włocławku odcięła dla nich dostęp. To nie dzika Wisła generuje problemy, ale właśnie Włocławek i jego cofka. Poprzez przywrócenie żeglugi czy budowanie następnych zapór utracimy lęgowiska, zniszczymy tereny objęte programem Natura 2000 oraz zaprzepaścimy szansę na powrót ryb.

Nawrocki dowodził też, że wydanie 70 miliardów zł na realizację rządowego planu regulacji polskich rzek i ustanowienie ich międzynarodowymi drogami wodnymi, nie ma szans się zwrócić, a i natura nie odczuje tego w zdecydowany sposób. Bo według wyliczeń naukowców, dowodził, ograniczenie transportu drogowego na rzecz wodnego zmniejszy emisję dwutlenku węgla jedynie o 1,5 proc. – Tiry trzeba przenieść na tory a nie na rzeki. I to statki trzeba dostosowywać do rzek, a nie odwrotnie – podawał receptę biolog i nazwał zwolenników użeglowienia Wisły „małymi chłopcami, którzy bawią się stateczkami”.

Wystąpienie ekologa mocno wzburzyło prof. Zygmunta Babińskiego, hydrologa z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. – Dziś Wisła nie jest dzika, ale zdziczała, a to różnica! Ta rzeka nie jest naturalna tylko antropogenicznie przekształcona – mocno akcentował profesor i stwierdził, że na obecny stan wody złożyło się kilka przyczyn. Między innymi to, że rzeka w latach 60. i 70. ub. wieku nie została do końca uregulowana, co sprawiło, że kontestowany także przez Nawrockiego stopień we Włocławku stał się przyczyną kłopotów. Tyle że wg Zygmunta Babińska tylko budowa kolejnych zapór pozwoli wyjść z kłopotów. Podkreślał, że dba o ekosystem rzeki i zapewnił, że przy wykorzystaniu dzisiejszych technologii powrót gatunków ryb wędrownych jest możliwy. Dowodził, że bogate życie biologiczne kwitnie właśnie w zalewie wiślanym, a poniżej Włocławka rzeka jest tak wypłycona, tak bardzo brakuje w niej wody, że stała się praktycznie martwa. Swoją prezentację profesor zatytułował: „Dramat Wisły w czterech aktach”.

Hydrolodzy kontra ekologodzy, czyli… kochajmy się!

W dyskusji wzięli udział: zastępca dyrektora departamentu żeglugi śródlądowej w Ministerstwie Gospodarki Morskkiej i Żeglugi Śródlądowej Przemysław Daca, reprezentujący samorząd Mazowsza prezes Mazowieckiego Funduszu Poręczeń Kredytowych Wiesław Kołodziejski, marszałek Sławomir Kopyść, prof. Zbigniew Babiński, Przemysław Nawrocki, Zbigniew Gąsowski oraz były wojewoda mazowiecki, a obecnie pełnomocnik prezydenta Płocka ds. bezpieczeństwa powodziowego Jacek Kozłowski.

Temperatura debaty była bardzo gorąca i potwierdzała istnienie sporu, jaki mocno zarysował się już podczas wystąpień. Przemysław Daca, wyraźnie poruszony słowami ekologa, ripostował: – Gdybyśmy chcieli dostosować łodzie do rzeki, a nie na odwrót, musielibyśmy wodolotami czy kajakami pływać. Irytuje mnie takie skrajne podejście ekologów. Według nich lepiej wszystko zostawić jak jest, a oni będą w takiej rzece pląsali.

Niektórzy poczuli się urażeni słowami Nawrockiego o „małych chłopcach bawiących się stateczkami”. Prof. Babiński spojrzał na wypełnioną salę (byli na niej przedstawiciele różnych środowisk z Płocka i innych miast) i poprosił, żeby ujawnili się zwolennicy użeglowienia. Prawie wszyscy podnieśli ręce w górę. Zwolenników pozostawienia rzeki takiej, jaka jest, było zaledwie kilku. – Sami widzicie, czego chcą ludzie! – tryumfował profesor, a przedstawiciel resortu również powoływał się na to, że użeglowienia rzek od ministerstwa domaga się mnóstwo osób i instytucji. Marszałek Kopyść potwierdzał, że także w regionach jest oczekiwanie na ożywienie rzeki, które jest szansą na rozwój. Mówił o już zbudowanych (lub odbudowanych) lub budujących się portach multimodalnych w dolnym biegu Wisły. Wiesław Kołodziejski potwierdzał, że drogę wodną E-40 popiera także samorząd Mazowsza. Jacek Kozłowski podnosił kwestie bezpieczeństwa, zarzucał przedstawicielowi ministerstwa, że w tym roku Płock nie dostanie ani złotówki na pogłębianie rzeki. Deca odpierał, że to nie jego resort się tym zajmuje. Przemysław Nawrocki, podkreślając, że kaskadyzacja Wisły i budowa stopni wodnych, prócz tego, że zniszczy przyrodę, nie ma żadnego uzasadnienia ekonomicznego, naraził się na zarzut niekompetencji.

Czy szans na porozumienia nie ma? Ekolog przyznał, że owszem, są, że można zrezygnować nawet z obszarów Natura 2000, jeśli jest bardzo ważny interes człowieka. Ale w tej sytuacji użeglowienie żadnego takiego interesu nie załatwi. – Nie ma szans, by się porozumieć z ekologami, to jest terroryzm – odparował prof. Babiński.

– Czuję się jak 30 lat temu nad Loarą. Wtedy też toczyliśmy takie dyskusje. A były tak zacięte, że kończyły się nawet mordobiciem – kwitował Zygmunt Gąsowski. – W końcu jednak doszliśmy do porozumienia. Każdy musiał trochę ustąpić. I tego nam właśnie życzę. Żebyśmy się kochali, a nie nienawidzili.

Może o miłości jeszcze nie da się mówić, ale cała dyskusja kończyła się w umiarkowanie optymistycznym nastroju. „Opcja hydrologiczna” wyraziła aprobujące zdziwienie, że ekolog po raz pierwszy zdecydował się wziąć udział w rozmowach, „bo dotąd słyszeliśmy, że oni chcą być na zewnątrz i z tej pozycji komentować”. A Przemysław Nawrocki był zadowolony z panelu i zadeklarował, że weźmie udział w naradach i obradach dotyczących przyszłości Wisły. Bo jak wszyscy ocenili – takie rozmowy są po prostu konieczne. Niektórzy paneliści oceniali nawet w kuluarach płocką konferencję za przełomową w stosunkach hydrolodzy – ekolodzy.

Kasa czy pomysł?

Pierwsza, bardzo interesująca i pełna emocji pierwsza część nie pozostała bez wpływu na drugi panel: Potencjał Wisły – jak go wykorzystać?”. Poprzedziły go również prezentacje. Burmistrz Sandomierza Marek Bronkowski opowiedział o tradycjach żeglugi w jego mieście oraz o tym, jak Sandomierz już zagospodarowuje tereny przyrzeczne, tworząc ścieżki rowerowe i inne miejsca rekreacji. O „Wiślanym Okrągłym Stole”, podczas którego prezentowano i wykuwano inicjatywy i działania związane z ożywianiem rzeki mówiła Izabela Stelmańska, zastępca departamentu kultury, promocji i turystki Urzędu Marszałkowskiego Województwa Mazowieckiego. Ewa Baranowska, szefowa płockiego oddziału Mazowieckiego Biura Planowania Regionalnego zaprezentowała istniejącą już i wchodzącą w fazę realizacji koncepcję Parku Rzeki Wisły. To ogromny potencjał dla całego regionu, obejmującego obszar od Płocka do Nowego Dworu Mazowieckiego. Park został podzielony na obszary, dla których stworzono oddzielne programy. I tak Płock byłby miastem łączącym, Nowy Dwór bramą Warszawy, a Leoncin niebieską ekowioską. Ważną rolę turystyczno-rekreacyjną odegrałyby również rolnicze tereny, położone nad Wisłą między tymi miejscowościami.

Sylwia Mikołajczak dyrektor holenderskiej firmy RDH Architekci i Urbaniści (to właśnie RDH opracowała założenia Parku Rzeki Wisły) na przykładzie Holandii mówiła o tym, jak miasta mogą wykorzystać potencjał rzeki. Jeszcze pod wpływem poprzedniego panelu kładła nacisk na to, że Holendrzy potrafią się świetnie dogadywać – i to już od stuleci. Trudne warunki hydrologiczne, depresje sprawiły, że umiejętność porozumienia się i podejmowania wspólnych decyzji oraz szybkiej realizacji zamierzeń pozwoliła przetrwać temu narodowi. Na kolejnych slajdach pokazywała holenderskie rzeki, miejscami imponująco zagospodarowane, miejscami zaś niczym nieróżniące się od szeroko rozlanej Wisły i jej wysepek.

Dyskusję poprowadzili Magdalena Kachniewska, profesor w katedrze turystyki na SGH oraz Robert Jankowski prezes Fundacji Rok Rzeki Wisły, która zrzesza wszystkich społeczników podejmujących wysiłki, by rzeka znów była żywa. To dzięki staraniom fundacji obchodzimy właśnie w Polsce Rok Rzeki Wisły.

W panelu wzięli udział: Izabela Stelmańska, Sylwia Mikołajczak, Marek Bronkowski oraz prezydent Torunia Michał Zaleski, Aleksandra Dulkiewicz, wiceprezydent Gdańska, Dariusz Falana, dyrektor prężnie na rzecz upowszechniania Wisły działającego Ośrodka Kultury w Górze Kalwarii. Płock reprezentował wiceprezydent Jacek Terebus.

– Wszyscy musimy sobie uświadomić, że jesteśmy obywatelami rzeki Wisły – Jankowski nawiązał do programu Fundacji, która pod tym hasłem zgromadziła społeczników pracujących z pasją w swoich małych społecznościach na rzecz ponownego zbliżenia ludzi i rzeki. Część Obywateli Rzeki Wisły z uwagą przysłuchiwała się obradom.

– Ile jest Wisły w waszych tegorocznych planach? – pytała panelistów Magdalena Kachniewska. Prezydent Torunia jednym tchem wyliczył imprezy, atrakcje związane z Rokiem Wisły. O kulturalnych działaniach mówił Falana. Inni włodarze wyliczali głównie inwestycje wiślane, choć wiceprezydent Gdańska przyznała, że dzieje się… niewiele, bo Wisła w jej mieście ma obecnie znaczenie głównie turystyczne. Terebus w dalszym ciągu dyskusji przekonywał – na co inni samorządowcy kiwali głowami – że bez działań i pieniędzy rządowych niewiele da się zrobić. Bo przecież samorząd sam nie pogłębi rzeki, której zresztą nie jest właścicielem, a bez tego trudno ściągnąć nad wodę wodniaków i turystów.

Prowadzący próbowali zwekslować rozmowę na inne działania, bo przecież Wisła to nie tylko koryto z wodą, ale też te obszary, który leżą przy jej brzegach. Widać jednak było, że samorządowcom właśnie finanse najbardziej zaprzątają głowę. Choć na pytanie, czy są w ich miastach społecznicy, zapaleńcy, na których mogliby oprzeć wiślane pomysły, ze zdumieniem – bo to rzecz oczywista – odpowiadali, że tak, że przecież dofinansowują ich np. poprzez granty. Ale temat kasy ciągle wracał. Bo np. przedsiębiorcy – żeby ich ściągnąć, trzeba najpierw zainwestować w przygotowanie terenów, uzbrojenie itp.

Kachniewska ripostowała, że nie należy zaczynać od źródeł finansowania, ale od przeanalizowania jakości życia na danym terenie i czynnika ludzkiego. – Czemu inwestor miałby wydawać pieniądze, jeśli wokół nie ma ludzi chętnych do działania? Trzeba się zastanowić, czy ludziom dobrze się żyje, czy chcą w swoim mieście zostać, czy stąd wyjechać – mówiła. – Jeśli będą ludzie, młodzi chętni do pracy, to inwestorzy się znajdą.

Rozwijała tę myśl Izabela Stelmańska: – Jak powstają ścieżki rowerowe wzdłuż brzegu, to przy nich wyrastają stanice, gastronomia, noclegi. W Płocku ma powstać port jachtowy. Ta infrastruktura również będzie na siebie zarabiać.

– Czynnik społeczny jest bardzo ważny. Inwestorzy szukają bowiem nie tylko terenów, ale i partnerów – dodawała Sylwia Mikołajczak i podawała przykład Holandii, gdzie tak to właśnie działa.

– My wszyscy robimy wiele, inwestujemy własne pieniądze, ale bez pomocy z zewnątrz nie wszystko da się wykonać – kręcili głowami prezydenci. Burmistrz Bronkowski pochwalił się, że pod okołowiślane inwestycje przygotowuje kolejne 20 hektarów. I… umówił się z Sylwią Mikołajczak na spotkanie w swoim mieście – z nadzieją na pomoc holenderskiej firmy w przygotowaniu ciekawej koncepcji.

Już po panelu obecni na sali społecznicy komentowali: – A nam wystarczy nieraz kilkaset, góra 5 tys. zł, byśmy własnymi siłami zorganizowali coś, co sprawi, że Wisła w naszych miejscowościach stanie się atrakcyjna dla ludzi. Wójtowie czy burmistrzowie nam sprzyjają, ale żeby coś pomogli finansowo, to często marzenie ściętej głowy… Ale robimy swoje.

Po konferencji chętni – dzięki uprzejmości płockiego armatora Żeglugi Płockiej Mariusza Pielacińskiego – wybrali się na godzinny rejs statkiem. I co? Wisła wszystkich pogodziła, a wodniacy i ekolodzy oddali się przyjaznej pogawędce. I wymienili wizytówkami.

http://plock.wybo…-slow.html

Tekst  wzięty  z  http://www.zegluga.wroclaw.pl/news.php?readmore=2663

 

72 total views, 1 views today

Komentarz (1)

  1. Pingback: Ach jak (nie)przyjemnie kołysać się wśród fal – Tak dla Odry, Tak dla Polski

Dodaj komentarz