Tak dla Odry, Tak dla Polski

„Kuzniecow” kontra HMS „Queen Elizabeth”. Starcie lotniskowców – na słowa

15 LIPCA 2017, 11:56

 Niefortunna wypowiedź brytyjskiego ministra obrony odnośnie małych możliwości krążownika lotniczego „Admirał Kuzniecow” spowodowała gwałtowną reakcję Rosjan, którzy bez ogródek zaczęli wytykać wady właśnie testowanego, nowego lotniskowca HMS „Queen Elizabeth”. Obie strony działają jednak na ślepo, ponieważ żadna z nich nie zna tak naprawdę możliwości okrętów strony przeciwnej.

Wojna na słowa

Zamieszanie rozpoczął wywiad brytyjskiego ministra obrony dla „The Telegraph”, w którym Michael Fallon chwaląc nowy lotniskowiec HMS „Queen Elizabeth” jednocześnie skrytykował rosyjski krążownik lotniczy „Admirał Kuzniecow” stwierdzając m.in., że jest on zdezolowany, rozlatujący się („dilapidated”).

„Kiedy przypomnę sobie starego, zdezolowanego „Kuzniecowa” płynącego przez Kanał La Manche kilka miesięcy temu, to myślę, że Rosjanie będą patrzeć na ten okręt [HMS „Queen Elizabeth”] z odrobiną zazdrości”.

Michael Fallon – brytyjski minister obrony

Ta pozornie niewinna ocena wywołała natychmiastową reakcję rzecznika rosyjskiego ministerstwa obrony Igora Konaszenkowa, który zripostował, że „oświadczenie Fallona dotyczące wyższości nowego brytyjskiego lotniskowca nad rosyjskim krążownikiem przenoszącym samoloty „Admirał Kuzniecow” w zakresie zewnętrznego piękna pokazuje jego całkowitą ignorancję, jeżeli chodzi o wiedzę morską”. Dodał dodatkowo, że HMS „Queen Elizabeth” to dla Rosjan „tylko łatwy, ponadnormatywnie duży cel na morzu”.

Czytaj też: Brytyjski lotniskowiec rozpoczął pierwszy rejs.

Rosjanie nie mają specjalizowanych okrętów osłony stąd wysyłają z lotniskowcem „Admirał Kuzniecow” największe swoje jednostki pływające – np. krążownik „Piotr Wielikij”. Fot.mil.ru

„Admirał Kuzniecow” ma być według Konaszenkowa przeciwieństwem brytyjskiego okrętu. „Jest on wyposażany w uzbrojenie przeciwlotnicze i przeciwko okrętom podwodnym, tak samo jak w przeciwokrętowe rakiety Granit”. Według Rosjan to właśnie decyduje o wartości okrętu i z tego powodu HMS „Queen Elizabeth”, nie mający takiej samej liczby rakiet jak „Kuzniecow”, nadaje się tylko do lokalnych konfliktów.

Kabina nawigacyjna na lotniskowcu „Admirał Kuzniecow”, w której praca odbywa się bez map elektronicznych. Fot. YouTube

Dlatego według Konaszenkowa Brytyjczycy powinni się ograniczać do demonstrowania piękności ich „Queen Elizabeth” na pełnym morzu nie bliżej niż kilkaset mil od rosyjskiego okrętu.

Wojna na „rosyjskie” argumenty

„Pyskówka” polityków wywołała automatycznie dyskusję specjalistów rosyjskich i zachodnich. Wszyscy oni zgodnie wskazują, że porównanie obu lotniskowców jest bardzo trudne nie tylko ze względu na różnice w ich wyposażeniu, ale przede wszystkim ze względu na odmienne zadania, do jakich te wielkie jednostki pływające zostały zaprojektowane i zbudowane. W innych sprawach ich opinie na temat HMS „Queen Elizabeth” i „Admirał Kuzniecow” zdecydowanie się różnią.

Rosjanie opierają się w swoich ocenach na liczbowych wiadomościach encyklopedycznych wskazując, że ich krążownik lotniczy ma na swoim pokładzie arsenał, „którego mogłyby pozazdrościć inne kraje, w tym Stany Zjednoczone i Wielka Brytania”. O wartości okrętów ma według nich bowiem decydować liczba luf i rakiet na ich pokładzie. Wskazują więc na ponad 200 „dużych” rakiet przeciwokrętowych i przeciwlotniczych (systemu „Granit” i „Kinżał”) na pokładzie „Kuzniecowa” oraz 265 rakiet bardzo krótkiego zasięgu będących na wyposażeniu pokładowych, rakietowo-artyleryjskich systemów bezpośredniej obrony przeciwlotniczej „Kortik”. Przy takim podejściu większość rosyjskich jednostek pływających ma w swojej klasie rzeczywiście przewagę nad swoimi zachodnimi odpowiednikami.

Rosjanie nie mają specjalizowanych okrętów dla swojego jedynego lotniskowca „Admirał Kuzniecow”. Fot.mil.ru

Rosjanie uważają również, że ich lotniskowiec może samodzielnie wykonywać o wiele więcej różnych zadań niż HMS „Queen Elizabeth”. Co więcej, może on realizować swoje misje nawet wtedy „jeśli z jakichś względów okręty eskorty nie są w stanie wykonać swoich zadań”. Dlatego apelują do Brytyjczyków, by o wiele bardziej skupiali się na możliwościach bojowych okrętów, niż na ich wyglądzie i zewnętrznej „urodzie”. Przypominają, że brytyjski lotniskowiec może jedynie wypuszczać i przyjmować statki powietrzne – i to tylko, gdy jest otoczony okrętami nawodnymi i podwodnymi chroniącymi go przed atakiem spod wody, z powierzchni i z powietrza.

Według Rosjan równie niebezpieczna dla HMS „Queen Elizabeth” ma być cyberprzestrzeń. Systemy informatyczne na tym lotniskowcu wykorzystują bowiem system operacyjny Microsoft Windows XP, który ma nie być już wspierany przez firmę Microsoft. Oznacza to, że nie będzie on otrzymywał aktualizacji, które mogą chronić użytkowników przed hakerami. Teraz cyberataki stały się więc o wiele bardziej prawdopodobne.

Wygląd Bojowego Centrum Informacyjnego lotniskowca „Admirał Kuzniecow” z lewej strony stanowiska dowódcy BCI. Fot. YouTube

Rosyjscy specjaliści idą jednak dalej w swojej ocenie i uważają, że to Brytyjczycy powinni wziąć parę lekcji od rosyjskiej marynarki wojennej. Złośliwie zadają przy tym pytanie, dlaczego Brytyjczycy podnoszą trzydniowy alarm w Royal Navy, za każdym razem, gdy okręty Wojennomorskiej Floty przepływają przez Kanał La Manche. Przecież „Kuzniecow” według Fallona to „okręt wstydu” i jest „zdezolowany”.

Wojna na „brytyjskie” argumenty

Atak ze strony rosyjskich mediów nie znalazł takiego samego oddźwięku w brytyjskiej prasie, choć został odnotowany. I nie wynika to wcale ze złego stanu, w jakim według Rosjan ma się znajdować Royal Navy, ale z trudności w polemizowaniu z rosyjskimi argumentami.

Centrala sterowania siłownią na lotniskowcu „Admirał Kuzniecow” jest analogowa – bez wspomagania systemami informatycznymi. Fot. YouTube

Najlepiej można to zrozumieć przy porównaniu odporności obu lotniskowców na cyberataki. „Informatyczny” okręt, jakim jest niewątpliwie HMS  Queen Elizabeth”, jest rzeczywiście bardziej narażony na ataki hakerskie niż „Admirał Kuzniecow”, ale nie ze względu na zastosowany system zabezpieczeń, ale przede wszystkim przez wielokrotnie mniejszą liczbę komputerów na pokładzie rosyjskiego okrętu (działającego bez zintegrowanego, informatycznego systemu walki). Idąc za rosyjską logiką, najlepszą brytyjską jednostką pływającą byłby żaglowiec HMS „Victory”, na którym nie ma w ogóle systemów komputerowych.

„Zautomatyzowany” przyrząd wskazywania celów dla systemów uzbrojenia na lotniskowcu „Admirał Kuzniecow” jest analogowy, a jego wskaźnik opiera się na lapie typu „P”. Fot. YouTube

W podobny sposób trudno się odnieść do argumentu, że HMS  Queen Elizabeth” nie jest w stanie samodzielnie działać na morzu, ponieważ takiego zadania nigdy nie stawiano przed tym okrętem. Jeżeli więc teoretycznie doszłoby do starcia „Admirała Kuzniecowa” z „Królową”, to na pewno nie z wykorzystaniem ich pokładowego uzbrojenia (np. rakiet), ale z użyciem startującego z nich lotnictwa lub okrętów osłony. Zachodnia taktyka wskazuje wyraźnie, że lotniskowce operują tylko w ramach zespołów okrętowych i pod ten sposób działania projektowane są poszczególne klasy „osłonowych” jednostek pływających.

Do takiej specjalizacji Rosjanie tak naprawdę nigdy nie doszli – szczególnie jeżeli chodzi o obronę przeciwlotniczą. To właśnie z tego powodu ich lotniskowiec ma nie tylko mieć możliwość samodzielnie obronić się przed atakiem z powietrza, ale również wykrywać i zwalczać okręty podwodne (ma sonar podkilowy oraz wyrzutnie rakietobomb RBU-12000 z 60 pociskami). Dla Zachodu przystosowanie lotniskowców jako platform do działań ZOP jest czymś zupełnie niepojętym. Jeden z brytyjskich specjalistów ocenił to w następujący sposób: „oczywiście można limuzyną Mercedes orać pole – tylko po co”. Tak naprawdę nie powinno się więc oceniać okrętów, ale założenia ich operacyjnego wykorzystania.

Pamiętać przy tym należy, że o ile Zachód mógł wybrać „radziecki/rosyjski” sposób działania i projektowania lotniskowców, o tyle Związek Radziecki/Rosja musiały przyjąć takie założenia konstrukcyjne, jakie ma obecnie „Admirał Kuzniecow”.

Mostek na lotniskowcu „Admirał Kuzniecow”, na którym nie ma nowoczesnych radarów nawigacyjnych, map elektronicznych i systemów antykolizyjnych. Fot. YouTube

Problemy rosyjskich zespołów lotniskowcowych

Projektując swój lotniskowiec Rosjanie tak naprawdę nie mieli większego wyboru. Sposoby działania zespołów osłony, wypracowane przez lata na Zachodzie, są bowiem dla Rosjan nieosiągalne przede wszystkim ze względu na brak odpowiednich okrętów, jak również przez ich coraz bardziej pogłębiające się zacofanie technologiczne.

Oficer dowodzący na BCI na lotniskowcu „Admirał Kuzniecow” ma przed sobą planszet, a meldunki przekazuje głosem przez rozgłośnię okrętową. Fot. YouTube

O ile więc Chińczycy starają się dorównać Amerykanom, budując nowoczesne jednostki pływające na podobieństwo krążowników i niszczycieli klasy Aegis, o tyle Rosjanie nawet nie próbują tego zrobić, projektując i produkując jedynie nowe okręty klasy korweta oraz fregata oraz odkładając na później budowę jednostek większych, zdolnych do osłony dużych zespołów okrętowych.

To zatrzymanie się technologiczne ma również wpływ na możliwości samoobrony samego lotniskowca „Admirał Kuzniecow”. Duża liczba posiadanych przez ten okręt rakiet przeciwlotniczych wcale nie przekłada się bowiem na wysoki poziom jego obrony przed atakiem z powietrza. Rosjanie nadal bowiem wykorzystują system obserwacji technicznej oraz kierowania ogniem z lat osiemdziesiątych, który nie zapewnia wykrywania i śledzenia wszystkich celów przy złożonej sytuacji taktycznej.

Złudzenia rozwiały ostatecznie propagandowe materiały filmowe nakręcone podczas rejsu rosyjskiego lotniskowca na Morze Śródziemne pod koniec 2016 r. Nagle okazało się bowiem, że „Admirał Kuzniecow” nie ma informatycznego systemu dowodzenia i kierowania, a dowódca nie dowodzi z Bojowego Centrum Informacyjnego (BCI) lecz działa głównie na mostku. Zdjęcia z BCI pokazały, że nie ma tam możliwości stworzenia jednolitego obrazu sytuacji taktycznej wokół okrętu. Oddzielnie działa bowiem dział broni podwodnej (ze zdjęć wynika, że jest on najnowocześniejszy), obrony powietrznej i nawodnej.

Czytaj też: “Reanimowany” rosyjski sprzęt płynie do Syrii. Kuzniecow i rakiety Granit.

Stanowisko planszecisty w Bojowym Centrum Informacyjnym lotniskowca „Admirał Kuzniecow”. Zwraca uwagę konieczność ręcznego zapisywania do „książki obserwacji” meldunków z powietrza. Fot. YouTube

Okazało się również, że rozpoznany obraz sytuacji powietrznej na lotniskowcu „Admirał Kuzniecow” jest tworzony jeszcze na pleksiglasowych planszetach, na których marynarze ręcznie wykreślają trasy pojawiających się celów powietrznych. Obraz z radarów jest natomiast prezentowany również na analogowych lampach typu „P”. Nie ma więc prawdopodobnie możliwości wskazywania z BCI w sposób automatyczny celów dla systemów obrony przeciwlotniczej, takich jak Kinżał, Kortik czy AK-630. Robi to się to natomiast za pomocą rozgłośni okrętowej, wskazując komendami głosowymi sektor obrony dla poszczególnych systemów uzbrojenia, działających zupełnie oddzielnie.

Czytaj też: Rosyjska wizja “Kuzniecowa” [WIDEO].

Poszczególne systemy uzbrojenia na lotniskowcu „Admirał Kuzniecow” praktycznie muszą samodzielnie wyszukiwać i prowadzić cele. Fot. mil.ru

Trudno jest w tym przypadku mówić również o dokładności naprowadzania. Kompletnym fiaskiem zakończyła się próba zrobienia z Kuzniecowa odpowiednika amerykańskich okrętów AEGIS. Miał to zapewnić kompleks radiolokacyjny Mars-Pasat, oparty o cztery anteny ścianowe rozmieszczone na stałe w ścianach nadbudówek (opracowany przez kijowskie centrum NPO „Kwant”). System ten jest prawdopodobnie całkowicie niesprawny i – co więcej – jako rozwiązanie unikatowe, nie był on później rozwijany. Dlatego Rosjanie nie mogąc go wymienić musieli go zastąpić trzema innymi stacjami radiolokacyjnymi.

Lotniskowiec „Admirał Kuzniecow” miał mieć radar o możliwościach amerykańskiego systemu AEGIS. System ten jednak praktycznie od początku jest niesprawny. Fot. mil.ru

Tylko jedna z nich zalicza się do trójwspółrzędnych (MR-750 Friegat MA) – i to też tylko teoretycznie. Sądząc po dwóch jej antenach ścianowych – odwróconych tyłem do siebie i odchylonych od pionu – zastosowano bowiem metodę „wiązki typu V”, która jest skomplikowana i mało dokładna szczególnie na niskich wysokościach. Dwa inne radary typu MR-360 („Podkat”) są dwuwspółrzędne – z antenami parabolicznymi, a więc przez małą dokładność i niepełność meldunku (brak wysokości) nie nadają się do wskazywania celu.

Każdy z systemów uzbrojenia („Kinżał”, „Kortik” i AK-630) musi więc sam wyszukać cel, przed którym ma obronić okręt. Tymczasem radary kierowania uzbrojeniem (z wąskimi wiązkami antenowymi) potrzebują do tego o wiele więcej czasu niż radar obserwacji dookólnej. Przykładowo, stacja radiolokacyjna kierowania uzbrojeniem artyleryjskim MR-123 (współpracująca z działkami sześciolufowymi AK-630) przeszukuje cały obszar obserwacji przez około 40 sekund, a nawet jeżeli przechwyci cel, to nie ma możliwości równolegle go prowadzić i szukać następnego obiektu. Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że takie same ograniczenia jeżeli chodzi o liczbę kanałów celowania i czas przeszukiwania przestrzeni mają radary kierowania ogniem systemu Kinżał (możliwość śledzenia jednocześnie czterech celów, ale tylko w sektorze 60х60°) i Kortik.

To, co więc na pewno sprawdza się podczas ćwiczeń (w czasie manewrów wiadomo bowiem skąd nadleci cel – i to najczęściej pojedynczy) będzie zupełnie nieefektywne, gdy nastąpi rzeczywisty atak: niespodziewanie, równocześnie z wielu kierunków i na różnych wysokościach. Pomóc mogłyby oczywiście okrętu osłony, ale specjalizowanych jednostek tej klasy Rosjanie po prostu nie posiadają.

Porównanie możliwości rosyjskich i brytyjskich pokładowych grup lotniczych

Skierowany do Syrii „Admirał Kuzniecow” miał na pokładzie grupę lotniczą, składającą się prawdopodobnie z 15 samolotów odrzutowych Su-33 i Mig-29 oraz 10 śmigłowców Ka-52, Ka-27 i Ka-31. Jednak zgodnie z informacjami encyklopedycznymi miejsce na tym okręcie pozwala na zabranie nawet 30 samolotów oraz 20 śmigłowców. W podobny sposób może być zorganizowana grupa lotnicza na lotniskowcu HMS „Queen Elizabeth” z tą różnicą, że tam samolotem bojowym ma być myśliwiec piątej generacji F-35B Lightning II.

Uczciwe porównanie możliwości bojowych statków powietrznych jest niemożliwe głównie z dwóch powodów. Po pierwsze, nie są znane rzeczywiste możliwości rosyjskich i brytyjsko-amerykańskich myśliwców. Po drugie, obie strony na pewno będą stosowały swoje własne kryteria. Rosjanie będą więc przeciwstawiali sobie statki powietrzne w bezpośrednim starciu – najlepiej w walce w zasięgu wzroku. Brytyjczycy natomiast będą chcieli porównać możliwości działania myśliwców w zewnętrznym systemie dowodzenia operacjami morskimi, a więc daleko poza horyzontem optycznym, a nawet poza horyzontem radiolokacyjnym.

To drugie podejście wydaje się być bardziej odpowiednie, jeżeli zależałoby nam na ocenie lotniskowców, a nie tylko samolotów. Wtedy jednak okazuje się, że „Admirał Kuzniecow” nie miałby praktycznie żadnych szans w starciu z HMS „Queen Elizabeth”. We współczesnych działaniach liczy się bowiem przede wszystkim przewaga informacyjna, a ta niewątpliwie leży po stronie Brytyjczyków.

Jest to widoczne w samej zasadzie działania lotnictwa pokładowego. W przypadku „Admirała Kuzniecowa”  rola okrętu kończy się praktycznie zaraz po starcie samolotów z pokładu. Rosjanie nie mają bowiem możliwości naprowadzania myśliwców z powietrznego centrum kierowania i dowodzenia, ponieważ nie mają samolotów wczesnego ostrzegania klasy AWACS – przygotowanych do współdziałania z lotnictwem pokładowym nad morzem. Z dostępnych materiałów wynika, że taki scenariusz nie jest trenowany i wykorzystany, czego przykładem były działania w Syrii.

Oficer kierowania ruchem lotniczym na lotniskowcu „Admirał Kuzniecow” prawdopodobnie nie działa na BCI i korzysta z konsoli analogowej wykorzystującej lampę typu „P”. Fot. mil.ru

Nic nie wskazuje nawet, by Rosjanie korzystali ze swoich dwóch śmigłowców radiolokacyjnego dozoru Ka-31R, które pomimo wprowadzenia na uzbrojenie są zupełnie niewidoczne w działaniach rosyjskiego lotniskowca. Zupełnie inaczej zamierzają wykorzystać swoje śmigłowce wczesnego ostrzegania Merlin HM.2 Crowsnest Brytyjczycy. Doceniając znaczenie takiego powietrznego systemu ostrzegania i kierowania zawarli z koncernem Lockheed Martin w styczniu 2017 r. kontrakt na jego budowę – przeznaczając na ten cel aż 269 milionów funtów (327 milionów dolarów).

Czytaj też: Pierwsze lądowanie na pokładzie Królowej [FOTO].

Działanie samolotów F-35B będzie dodatkowo wspierane przez własne i sojusznicze samoloty AWACS oraz amerykańskie i francuskie samoloty E-2 Hawkeye. Będą one mogły bezpiecznie operować w rejonie potencjalnych działań lotniskowca HMS „Queen Elizabeth”, czego niestety nie mogą zagwarantować Rosjanie dla „Admirała Kuzniecowa”.

W odróżnieniu od Rosjan, Brytyjczycy budując HMS „Queen Elizabeth” wykorzystywali techniki stealth oraz podporządkowali konstrukcję najważniejszemu zadaniu – działaniu lotnictwa pokładowego. Fot. Royal Navy

Pamiętać również należy, że myśliwce F-35B mają być z założenia sieciocentryczne, a więc będą mogły współpracować z dowolnym źródłem informacji, jak również same mogą stanowić takie źródło dla innych platform. I nawet jeżeli nie będą same wyposażone w odpowiednie systemy uzbrojenia, to będą mogły naprowadzać na cel np. rakiety wystrzelone z innych platform.

Można dodatkowo z dużą dozą prawdopodobieństwa przypuszczać, że Brytyjczycy kupując amerykańskie samoloty F-35B i śmigłowcowy system wczesnego ostrzegania radiolokacyjnego wejdą do budowanego przez Amerykanów zintegrowanego, morskiego systemu kierowania obrona przeciwlotniczą NIFC-CA (Naval Integrated Fire Control – Counter Air). A wtedy będą mogli korzystać również z niewyczerpanych zasobów rakiet, jakie są zainstalowane na okrętach US Navy.

Przewagę brytyjskiemu lotniskowcowi daje nawet sama organizacja pokładu lotniczego. Brytyjczycy przejęli bowiem standardy wypracowane przez wiele lat przez Amerykanów, gwarantując w ten sposób bezpieczeństwo załodze i pilotom oraz osiąganie optymalnego czasu przygotowania, wypuszczania i przyjmowania samolotów. Zdjęcia z pokładu Kuzniecowa pokazują, że Rosjanie działają bardziej na żywioł niż według wypracowanego i sprawdzonego scenariusza. Efektem tego jest na pewno jeden wypadek w czasie działań w Syrii (a prawdopodobnie oba), w którym utracono myśliwiec podczas lądowania.

Czytaj też: Rosyjski MiG-29 z Kuzniecowa rozbił się na Morzu Śródziemnym.

Brytyjski lotniskowiec HMS „Queen Elizabeth” z założenia ma zawsze działać w silnym zespole ochrony, w skład którego wchodzą również okręty podwodne. Fot. Royal Navy

Admirał Kuzniecow” – „zdezolowany” ale na pewno nie brzydki

Zamieszanie wokół wypowiedzi Michaela Fallona w dużej mierze dotyczyła intencji użycia słowa „dilapidated”. I rzeczywiście można go zrozumieć jednocześnie albo jako „pełny uszkodzeń, rozklekotany”, albo nawet jako „brzydki”. W pierwszym przypadku Fallon ma niewątpliwie rację, ponieważ sami Rosjanie wskazują na potrzebę wykonania gruntownego remontu i modernizacji swojego okrętu. Przyznali się m.in. do konieczności wymiana czterech z ośmiu kotłów parowych KWG-4 i naprawy czterech pozostałych.

Niesprawny jest prawdopodobnie również główny system ofensywnego uzbrojenia – dwanaście wyrzutni rakiet przeciwokrętowych dalekiego zasięgu systemu P-700 „Granit” oraz na pewno główny system radiolokacyjny Mars-Pasat.

Bardzo trudno jest powiedzieć, że lotniskowiec HMS „Queen Elizabeth” jest klasycznie pięknym okrętem. Fot. Royal Navy

Fallon nie miałby jednak racji, jeżeli mówiłby o brzydocie rosyjskiego okrętu. Biorąc pod uwagę klasyczne standardy oceny „urody” jednostek pływających, to HMS „Queen Elizabeth” odstaje od przyjętych norm i razi wzrok swoimi kształtami oraz dziwnymi, być może zbyt wysokimi, nadbudówkami. Tutaj pretensje Rosjan byłyby całkowicie uzasadnione, chociaż w działaniach bojowych nie ma to żadnego znaczenia.

67 total views, 4 views today

Dodaj komentarz