Tak dla Odry, Tak dla Polski

Ożyj, Odro, czyli spór ministrów o rzeki

 za:   http://www.zegluga.wroclaw.pl/news.php?readmore=2087 printer
Ożyj, Odro, czyli spór ministrów o rzeki

 Minister środowiska chce zlikwidować jedyny urząd nadzorujący żeglugę śródlądową. Resort infrastruktury protestuje, bo straci kontrolę nad i tak już podupadającym transportem rzecznym.

Polska to jeden z niewielu europejskich krajów, w których żegluga śródlądowa zamiera. Według raportu NIK przez zaniedbania na szlakach do transportu nadaje się tylko 10 proc. dróg wodnych. Obecnie transportuje się nimi np. ładunki ponadgabarytowe, od Odry uzależnione są też stocznie we Wrocławiu i w Koźlu, które co miesiąc spławiają rzeką do Bałtyku po kilka statków dla zagranicznych armatorów, coraz mocniej ożywa ruch jednostek turystycznych.

Na rzekach problem jest zwłaszcza ze złym stanem śluz i jazów, a także z utrzymaniem minimalnych głębokości (np. 180 cm na Odrze), m.in. przez nieremontowane od lat umocnienia brzegowe (uszkodzonych jest ok. 90 proc.).

Za te prace odpowiedzialni są urzędnicy z regionalnych zarządów gospodarki wodnej, podległych Ministerstwu Środowiska, ale nie mają na nie pieniędzy. Jednostka we Wrocławiu dostaje co roku ok. 2 mln zł na prace nie tylko na drogach wodnych, ale w całym dorzeczu środkowej Odry z 3,2 tys. km rzek i ponad tysiącem obiektów hydrotechnicznych.

Co na to minister środowiska? Po wyjaśnienia odsyła do Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju, bo ten resort formalnie odpowiedzialny jest za transport. Problem w tym, że do dróg wodnych nie ma jednak kompetencji inwestycyjnych. Mówią o tym zarówno prawo wodne, jak i ustawa o żegludze śródlądowej, według których to Ministerstwo Środowiska odpowiada za budowę i utrzymanie szlaków. Jedyne kompetencje MIR dotyczą bezpieczeństwa na drogach wodnych, realizowane przez urzędy żeglugi śródlądowej, i kształtowania strategii ich rozwoju. Jednak i to zadanie może być realizowane tylko w konsultacji z prezesem Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej, podległego MŚ. – Tak naprawdę MIR nie może więc prowadzić ani nadzorować żadnych inwestycji na śródlądowych drogach wodnych – mówi rzecznik resortu Piotr Popa.

Topienie urzędu

Transport wodny czekają teraz duże zmiany w związku z planowaną likwidacją wszystkich ośmiu urzędów żeglugi śródlądowej. Zajmują się one zapewnieniem bezpieczeństwa m.in. przez kontrolę głębokości i oznakowania, nadzór nad stanem technicznym i dokumentacją jednostek. W razie wypadków na szlaku wyjaśniają też ich okoliczności.

W ramach reformy prawa wodnego proponowanej przez ministra środowiska funkcje administracyjne mają skupić podległe mu urzędy gospodarki wodnej, które mają powstać od przyszłego roku.

– Po co mnożyć urzędy? Administracją wodną, w tym także decyzjami dla żeglugi, może się zajmować UGW – argumentuje minister środowiska Stanisław Gawłowski.

Na jego propozycję nie chce się zgodzić wiceminister Dorota Pyć, odpowiedzialna w MIR za żeglugę śródlądową. Jak tłumaczy w piśmie do Jakuba Jaworowskiego z Kancelarii Rady Ministrów, w praktyce takie rozwiązanie doprowadzi do konfliktu interesów, bo ta sama administracja będzie wykonywała zadania związane z utrzymaniem szlaku i sprawowała nad nimi nadzór. Zdarza się, że drogi wodne są źle oznakowane przez utrzymujące je regionalne zarządy gospodarki wodnej, co weryfikuje UŻŚ. Likwidacja UŻŚ oznacza też, że minister infrastruktury, który teoretycznie nadal będzie odpowiedzialny za transport wodny, w praktyce nie będzie miał nad nim żadnego nadzoru.

– Jeśli kompetencje UŻŚ wchłonie Ministerstwo Środowiska, to stracimy autonomiczną instytucję, która kontroluje administrację wodną. To zresztą paradoks, żeby RZGW sam sobie wystawiał mandaty – mówi Andrzej Podgórski z Rady Kapitanów, stowarzyszenia promującego żeglugę.

Minister Gawłowski twierdzi, że do konfliktu nie dojdzie, bo obowiązki RZGW związane z utrzymaniem szlaku przejmą zarządy dorzecza Odry i Wisły, przewidziane przez reformę, a przy UGW pozostaną kompetencje nadzorcze.

Rzeka mało transportowa

W piśmie wiceminister Pyć przypomina też, że MIR nadzoruje bezpieczeństwo także w transporcie kolejowym, lotniczym i drogowym. “Nie ma powodu, by z tego systemu wyłączać UŻŚ” – pisze Pyć.

Minister środowiska nie widzi w tym problemu, bo funkcję Odry jako drogi transportowej uważa za podrzędną.

– Odra jest przede wszystkim rzeką, a nie tylko drogą wodną. To spójny, niezwykle skomplikowany powiązany ze sobą zespół ekosystemów opartych na wodzie – tłumaczy Michał Milewski, rzecznik ministra Gawłowskiego.

Przeciwnicy likwidacji UŻŚ zwracają uwagę, że na nową administrację czekałby ogrom obowiązków, których Ministerstwo Środowiska dotąd nie wykonywało.

– Minister Gawłowski nieraz używał takiego argumentu, że UŻŚ są niepotrzebne, bo na rzekach nic nie pływa, więc inspektorzy i tak nic nie robią. A przecież z Berlina ściąga do Szczecina duża liczba statków i ruch ten dynamicznie się rozwija – mówi Zbigniew Antonowicz z Rady Interesantów Portu Szczecin.

O przeciążeniu obowiązkami UŻŚ mówi też raport NIK. Prócz nadzoru nad szlakiem wodnym i prowadzenia postępowań administracyjnych muszą czuwać nad bezpieczeństwem ok. 100 tys. jednostek. Według raportu do tak wielu zadań inspektorów jest obecnie za mało (łącznie w UŻŚ zatrudnionych jest 71 osób).

– Oznacza to potrzebę wzmocnienia kadrowego urzędów żeglugi śródlądowej zamiast ich likwidacji – mówi Joanna Przybyszewska, pełnomocnik Zarządu Województwa Dolnośląskiego ds. Odry.

Wśród polityków niezadowolonych z zapaści transportowej na Odrze nie brakuje też zwolenników odwrotnego rozwiązania – przeniesienia administracji szlakami w całości do MIR.

– Myślę, że temu resortowi łatwiej byłoby zadbać o kwestie środowiskowe niż Ministerstwu Środowiska o gospodarkę wodną – uważa opolska europosłanka Danuta Jazłowiecka.