Tak dla Odry, Tak dla Polski

Sowiecki atom wpłynie na Bałtyk

 09 KWIETNIA 2017,

Maksymilian Dura


fot. Wikipedia

Według rosyjskiej gazety „Izwestia” latem br. na Bałtyk wpłyną dwa, największe na świecie okręty w swojej klasie: atomowy okręt podwodny z rakietami balistycznymi „Dmitrij Donskoj” i atomowy krążownik rakietowy „Piotr Wielki”. Oficjalnie mają one uczestniczyć w międzynarodowej wystawie broni МWМS-2017, która odbędzie się w lipcu 2017 r. w Sankt Petersburgu.

Informacja przekazana przez Rosjan od razu wzbudziła duże zainteresowanie, ponieważ będzie to pierwszy przypadek, gdy na Bałtyku pojawią się tak duże, rosyjskie okręty bojowe. W przypadku „Dmitrija Dońskiego” (projektu 941 typu „Akuła”/według NATO Typhoon) mamy bowiem do czynienia z największym okrętem podwodnym, jaki kiedykolwiek zbudowano

– o długości 172,8 m, szerokości 23,3 m i wyporności podwodnej 48000 ton (stąd określa się go również jako krążownik podwodny). W przypadku okrętu rakietowego „Piotr Wielki” (projektu 1144 typu Orłan/według NATO typu Kirow) mamy do czynienia z największym wykorzystywanym obecnie krążownikiem na świecie (długości 250 m, szerokości 25 m i wyporności 25860 ton.

Przyszła wizyta dwóch wielkich okrętów na Bałtyku wzbudziła duże zaniepokojenie, i to zarówno z powodów racjonalnych, jak i niestety wyimaginowanych, wynikających z silnego przeczulenia Polaków na wszelkie, nawet tylko propagandowe, poczynania rosyjskich sił zbrojnych.

fot. mil.ru

Prawdziwe niebezpieczeństwo: rosyjskie reaktory na starych okrętach

Sam fakt, że na Bałtyk wpłyną rosyjskie jednostki pływające z napędem atomowym nie będzie niczym nowym. Przykładowo w latach dziewięćdziesiątych w leningradzkich stoczniach był budowany okręt dowodzenia i rozpoznania SSW-33 Ural (projektu 1941 typu Titan o wyporności 34540 ton), który był również wyposażony w dwa reaktory.

Tym razem jednak na tak zamknięte morze jak Bałtyk wpłyną dwa nie tylko duże, ale dodatkowo stare okręty. Budowa krążownika „Piotr Wielki” rozpoczęła się bowiem w 1986 r., a okrętu podwodnego „Dmitrij Doński” dziesięć lat wcześniej – w 1976 r. Na tak wiekowych jednostkach zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że system napędowy lub sterowy ulegnie awarii i dojdzie do kolizji lub katastrofy morskiej.

Dlatego nie może dziwić żądaniom Norwegów, by Rosjanie przekazali im dokładny harmonogram i przebieg trasy rosyjskich okrętów, ponieważ to pozwoli na zabezpieczenie ich ruchu i ułatwi działanie w sytuacjach awaryjnych. Szczególna pomoc będzie potrzebna podczas przejścia przez wąskie Cieśniny Duńskie. Sprawę ułatwi w tym przypadku fakt, że ze względu na zanurzenie (około 11,2 m) okręt podwodny „Dmitrij Doński” będzie musiał płynąć na powierzchni.

Będzie więc łatwiejszy do nadzorowania, co nie zmniejsza niebezpieczeństwa, że dojdzie do kolizji. Należy bowiem pamiętać, że oba krążowniki nie będą pływały na pustych Morzach Arktycznych ale na akwenach z bardzo intensywnym ruchu morskim. Trzeba się wiec będzie zabezpieczyć nie tylko przed awarią rosyjskich okrętów, ale również przed nieoczekiwanymi działaniami innych jednostek pływających, które mogą np. próbować się zbliżyć, by zobaczyć tak niezwykłe i niespotykane na Bałtyku wydarzenie. Zderzenie z okrętem wyposażonym w reaktory, i to dodatkowo ze starymi systemami zabezpieczenia może spowodować prawdziwą katastrofę ekologiczną.

Realne zagrożenie militarne czy propagandowa wydmuszka

O ile zagrożenie ekologiczne ze strony rosyjskich krążowników jest w miarę realne to zagrożenie militarne jest praktycznie żadne. Pojawienie się właśnie tych dwóch okrętów nie ma bowiem znaczenia dla równowagi sił w północnej Europie, ponieważ na Bałtyku nie mają one żadnej wartości bojowej.

Najlepiej jest to widoczne w przypadku okrętu podwodnego „Dmitrij Doński”. W swoich czasach był to jeden z najsilniej uzbrojonych okrętów podwodnych na świecie, przenosząc w silosach aż dwadzieścia trzystopniowych rakiet balistycznych typu R-39 (wg. NATO typu SS-N-20 Strugeon). Rosjanie nigdy się do tego nie przyznali, ale prawdopodobnie rakiety te były na tyle nieudane, że zrezygnowano z ich rozwoju i na kolejnych strategicznych okrętach podwodnych projektu typu Boriej zainstalowano już nowe pociski międzykontynentalne typu R-30 Buława (opartych na projekcie rakiety lądowej Topol-M).

fot. Wikipedia

Ostatecznie R-39 zostały wycofane podobnie jak pięć okrętów typu „Akuła”. Pozostawiono tylko pierwszą, najstarszą jednostkę, która po modernizacji stała się eksperymentalną platformą do testów rakiet Buława. Nie wiadomo ile silosów na „Dmitriju Dońskim” zostało przystosowanych dla nowego pocisku, ale przypuszcza się, że ze względu na koszty są to maksymalnie dwie wyrzutnie. Dlatego jest mało prawdopodobne by „Akuły” wróciły do służby, choć w przypadku Rosji nie jest to niemożliwe.

W przypadku „Dmitrija Dońskiego” mamy więc do czynienia jak na razie z eksperymentalnym okrętem podwodnym, który jest o wiele mniej niebezpieczny dla Europy na Bałtyku (gdzie ze względu na wielkość może być pod pełna kontrolą) niż na Morzach Arktycznych. Zagrożeniem nie jest też jego uzbrojenie torpedowe, ponieważ okręt ten posiada tylko szczęść wyrzutni, które ze względu na przeznaczenie jednostki i jej wielkość, służą głównie do samoobrony.

„Piotr Wielki” – krążownik z poprzedniej epoki

O wiele mniej wiadomo na temat możliwości krążownika „Piotr Wielki”. Na pewno podziw może budzić jego wielkość (jest na nim sześć pokładów a korytarze maja łączną długość 20 km) oraz ogromna załoga – licząca 1100 osób (w tym 105 oficerów). Natomiast jeżeli chodzi o uzbrojenie to jest ono w większości przestarzałe i w przypadku najważniejszych systemów bojowych – prawdopodobnie niesprawne. „Prawdopodobnie”, ponieważ Rosjanie w przypadku swoich największych okrętów nawodnych od dawna prowadzą misterną grę dezinformacyjną. Są one więc pięknie malowane, rozsyła się je po całym świecie pokazując wielkość Rosji, jednak w czasie faktycznych działań i w czasie ćwiczeń, prowadzi się z ich udziałem praktycznie tylko strzelania artyleryjskie.

Jest to szczególnie widoczne w przypadku krążownika „Piotr Wielki”. Jego budowa trwała z problemami praktycznie 12 lat – od 1986 do 1998 r., pomimo, że była to już czwarta jednostka tego typu. Był to więc okręt, który już po wprowadzeniu do linii wymagał modernizacji systemów uzbrojenia – chociażby z powodu technologicznego przeskoku generacyjnego, jaki w tym czasie zrobiły komputery. Jeszcze w 2009 r. Rosjanie chwalili się jednak tylko, że dzięki intensywnym, bieżącym pracom serwisowym udało się utrzymać ten krążownik w linii bez remontu średniego przez ponad 11 lat.

fot. mil.ru

Ale i w późniejszej historii okrętu nie ma wzmianki by do takiego, poważnego remontu doszło. Wiadomo jedynie, że w międzyczasie dokonano naprawy układu napędowego krążownika, zmodyfikowano rakietowy system przeciwlotniczy i kilkakrotnie przemalowywano kadłub. Problemy, jakie prawdopodobnie pojawiły się podczas ostatniego rejsu bojowego „Piotra Wielkiego” na Morze Śródziemne na przełomie 2016-2017 r. spowodowały ostatecznie, że oficjalne zadecydowano o przeprowadzeniu remontu modernizacyjnego w latach 2019-2022. Nie wiadomo jednak, czy do tego dojdzie przede wszystkim ze względu na koszty i nie posiadanie gotowych systemów pokładowych na tak duże jednostki pływające.

Ten brak poważnych remontów musiało odczuć wyposażenie okrętowe, i to nie tylko elektroniczne, ale również mechaniczne. Najważniejszymi dwoma systemami bojowymi na „Piotrze Wielkim” są:

  • Kompleks dwudziestu wyrzutni SM-233 rakiet przeciwokrętowych 3M45 systemu P-700 Granit, umieszczonych pod pokładem pod, kątem 60°;
  • Rewolwerowe wyrzutnie pionowego startu B-203A dla 48 rakiet przeciwlotniczych 48N6 systemu S-300F „Fort” i 46 rakiet przeciwlotniczych 48N6E2 systemu S-300FM „Fort-FM”.

Wiele wskazuje jednak na to, że oba te systemy są niesprawne, albo przynajmniej niedopuszczone do wykorzystania operacyjnego. Świadczy o tym m.in. bardzo rzadko pojawiające się informacje o wykonaniu ćwiczebnych strzelań rakietowych i to nie tylko na krążowniku, ale również na innych okrętach nawodnych, wykorzystujących tego typu uzbrojenie. W przypadku krążownika „Piotr Wielki” ostatni film propagandowy na temat testów jego systemów rakietowych opublikowano w sierpniu 2016 r. (chociaż nie wiadomo, czy nie połączono w nim obrazów z wcześniejszych lat).

Tymczasem rosyjskie ministerstwo obrony chwali się nawet wtedy, gdy prowadzone są tylko strzelania artyleryjskie. Na pewno nie omieszkałoby więc wspomnieć oddzielnie o wystrzeleniu rakiet systemu Granit lub „Fort”. Tak się zresztą stało, gdy 16 października 2016 r. przeprowadzono podobno udaną próbę rakiety 3M45, wystrzelonej jednak nie z pokładu okrętu nawodnego, ale z zanurzonego okrętu podwodnego „Smoleńsk” (projektu 949A „Antiej”/wg. NATO typu Oscar II) o wyporności w zanurzeniu 24000 ton.

Było to o tyle niezrozumiałe, że w tym samym czasie (15 października 2016 r.) w rejs na Morze Śródziemne do działań bojowych wypływały: jedyny rosyjski lotniskowiec (krążownik lotniczy) „Admirał Kuzniecow” i krążownik „Piotr Wielki”, oba uzbrojone w takie same rakiety jak „Smoleńsk”. Zupełnie naturalne byłoby wiec przetestowanie systemu rakietowego właśnie na tych okrętach, które wyruszały przecież na wojnę. Tak jednak prawdopodobnie nie zrobiono i w konsekwencji, później, nie wykorzystano tych rakiet do zaatakowania celów w Syrii.

Kolejnym sygnałem, że system P-700 Granit nie jest w pełni operacyjny są już ogłoszone plany jego wymiany na rakiety manewrujące 3M14 systemu Kalibr o zasięgu ponad 2000 km, najpierw na okrętach podwodnych projektu 949A, a później również na „Piotrze Wielkim”. Ponieważ 3M14 to typowe pociski do zwalczania celów lądowych, krążownik ma dodatkowo otrzymać ponaddźwiękowe rakiety systemu P-800 Oniks.

fot. mil.ru

O decyzji tej zadecydowała prawdopodobnie ocena rakiet 3M45, które pomimo ponaddźwiękowej prędkości (od 1,3 do 2,5 Mach w zależności od wysokości lotu) mają małe szanse na przebicie się przez nowoczesne systemy obrony przeciwlotniczej. Są to bowiem pociski z przestarzałym systemem naprowadzania i łatwe do wykrycia (mają długość 10 m, średnicę 0,85 m i masę startową 7 ton).

Pomimo tych krytycznych opinii, w Internecie nadal krążą legendy o niesamowitych możliwościach systemu Granit. Rosjanie wskazują np., że w czasie strzelania salwą, jeden z pocisków może być umieszczony wyżej i przekazywać informacje o celach rakietom lecącym nad falami. W momencie, gdy pocisk prowadzący zostaje zestrzelony jego miejsce zajmuje kolejna rakieta. Od lat nie ma jednak wzmianki o przetestowaniu takiego sposobu działania przez rosyjskie okrętu. Rosjanie dodatkowo twierdzą, że pociski 3M45 mogą również atakować cele lądowe przenosząc głowice nuklearne o mocy równoważnej 500 kT lub głowice bojowe z ładunkiem wybuchowym o wadze 750 kg. I to właśnie może być prawda, z tym że wcześniej rakiety te muszą być sprawne.

Bardzo podobna sytuacja jest jeżeli chodzi o system przeciwlotniczy S-300FM FORT-FM. I w tym przypadku bardzo rzadko pokazywane są zdjęcia z odpalenia rakiet przeciwlotniczych, chociaż w Rosji oficjalnie nadal uważa się krążownik Piotr Wielki” za najlepiej uzbrojony okręt nawodny na świecie. Tymczasem te nieliczne zdjęcia z wnętrza okrętu pokazują jednostkę z systemami kierowania z lat osiemdziesiątych, gdzie komendy do strzelania przekazuje się głosem, gdzie wykorzystuje się lampy typu P, wskaźniki cyfrowe na lampach elektronowych, wielkie konsole operatorskie z ekranami kineskopowymi, a system nie działa w pełni automatycznie.

Wielu specjalistów uważa, że w Rosji w ogóle ograniczono strzelanie systemami „Fort” na okrętach ze względu na bezpieczeństwo. Okazuje się bowiem, że w czasie ćwiczebnych strzelań rakietowych na lądzie zestawów rakietowych S-300 dochodziło do przypadków, gdy w pociskach rakietowych wyrzuconych pneumatycznie w powietrze („na sucho”) nie włączyły się główne silniki rakietowe. Rakieta opadała więc swoim ciężarem ma wyrzutnię powodując zniszczenie całego zestawu kołowego. Na lądzie powodowało to stratę „tylko” jednego pojazdu. Na okręcie może to doprowadzić do katastrofy, biorąc pod uwagę fakt, że np. na krążowniku „Piotr Wielki” w pobliżu znajdują się inne wyrzutnie systemu „Fort” z kilkudziesięcioma rakietami oraz wyrzutnie systemu Granit.

Ale najważniejszym problemem dla krążownika jest jego system dowodzenia i obserwacji technicznej. Na rosyjskim okręcie stosuje się bowiem radary, które nie mają już swoich odpowiedników na świecie i nie przez swoje możliwości, ale starą technologię (np. radary „trójwspółrzędne” z wiązką typu V). Jeżeli więc nawet Chińczycy wprowadzili na swoich okrętach zupełnie inne rozwiązania (anteny ścianowe) niż Rosjanie to świadczy o tym, że rosyjskie stacje radiolokacyjne są już zupełnie przestarzałe.

Niestety prawdę o rzeczywistych możliwościach okrętu „Piotr Wielki” znają jedynie Rosjanie. Ale jeżeli oni sami decydują się na wymianę Granitów tzn. że mają oni do tego wyraźny powód.

Kolejne rosyjskie zwycięstwo propagandowe

Patrząc na odzew polskich i zachodnich mediów widać wyraźnie, że zapowiedź „wizyty” dwóch rosyjskich okrętów jest kolejnym, sukcesem aparatu propagandowego Kremla. Rosjanie z dużą satysfakcją muszą odnotowywać, jak dobrze oceniane są możliwości bojowe obu przestarzałych jednostek pływających.

Korzystają przy tym z faktu, że bez rzeczowej analizy faktycznych możliwości obu krążowników, można rzeczywiście mieć wrażenie, że na Bałtyk wpłyną dwa potężne i silne okręty. Ale tak naprawdę jednostki te zasługują na uwagę bardziej ze względów historycznych niż przez ich możliwości bojowe. Są one bowiem symbolem wielkomocarstwowości Związku Radzieckiego, który nie dbając na koszty budował potężne okręty, jednak o mniejszych możliwościach niż ich zachodnie odpowiedniki.

Przypomnijmy chociażby, że trzykrotnie mniejsze od „Akuł” amerykańskie okręty podwodne typu Ohio o wyporności 18700 ton mogą przenosić 24 rakiety międzykontynentalne Trident, natomiast ponad dwukrotnie mniejsze od „Orłanów” niszczyciele rakietowe typu Arleigh Burke mogą mieć na pokładzie więcej rakiet przeciwlotniczych i manewrujących.

Negatywna ocena możliwości bojowych nie zmienia jednak faktu, że na Bałtyk wpłynę naprawdę unikalne jednostki pływające. Na uwagę zasługuje szczególnie okręt podwodny typu „Akuła”. Jest to jedyna jednostka tej klasy na świecie z praktycznie dwoma oddzielnymi kadłubami sztywnymi (o maksymalnej średnicy 10 m) w układzie katamarana. Dodatkowo w odróżnieniu od swoich zachodnich i rosyjskich odpowiedników Rosjanie po raz pierwszy i ostatni zamontowali silosy rakiet balistycznych (dwadzieścia) przed kioskiem, montując je między kadłubami sztywnymi.

fot. Wikipedia

Kadłuby te są połączone trzema odseparowanymi segmentami, które na dziobie mieszczą wyrzutnie torpedowe, na śródokręciu: – kiosk z bojowym centrum informacyjnym a na rufie – systemy mechaniczne. Ogromna ilość przestrzeni spowodowała, że nie tylko można było „wyciszyć” okręt, ale dodatkowo zagwarantować bardzo dobre warunki socjalne dla 160-osobowej załogi, niespotykane na innych rosyjskich okrętach. Na „Akułach” jest więc siłownia, sauna obita dębowymi deskami, basen z podgrzewaną słodką lub słoną wodą o wymiarach 4 m x 2 m x 2 m (długość x szerokość x głębokość) a nawet mini ogródek botaniczny. Z tego powodu marynarze nazywali tego typu okręty „pływającymi Hiltonami”.

Zadbano dodatkowo o bezpieczeństwo budując dwie oddzielne kapsuły ratunkowe, z których każda miała miejsce dla całej załogi. Kadłuby sztywne są zbudowane z tytanu, natomiast otaczający wszystko kadłub lekki jest ze stali pokrytej dodatkowo powłoką gumową, tłumiącą sygnały sonarowe (sama ta powłoka waży około 800 ton). „Akuły” zostały specjalnie przygotowane do działań pod lodem i są w stanie przebijać się bez uszkodzeń przez powłokę lodową o grubości 2,5 m. Specjalnie do tego typu działań zostały opracowane np. dziobowe stery głębokości. Nieco mniej unikalnych rozwiązań ma „Piotr Wielki”, ale chociażby przez swoja wielkość on również zasługuje na zainteresowanie.

fot. mil.ru

Oczywiście wprowadzenie obu okrętów na Morze Bałtyckie można łączyć z przygotowywanymi w Rosji i Białorusi wielkimi manewrami wojskowymi „Zapad”, w których zgodnie z zapowiedziami może wziąć udział nawet ponad 100 000 żołnierzy i marynarzy. W rzeczywistości obie te jednostki pływające (szczególnie Akuła) byłby bardziej niebezpieczne działając na oceanach a nie na takim akwenie jak Bałtyk.

O wiele większym niebezpieczeństwem dla Polski byłoby przeniesienie na stałe do Floty Bałtyckiej z Floty Czarnomorskiej okrętów podwodnych z napędem diesel elektrycznym typu projektu 636.6 typu Warszawianka i korwet projektu 21631 typu Bujan-M o wyporności 1000 ton. Tego typu jednostki pływające choć ponad dziesięciokrotnie mniejsze od Akuł i Orłanów, mogą bowiem przenosić rakiety manewrujące systemu Kalibr o zasięgu ponad 2000 km. Rosyjskie krążowniki takie uzbrojenie maja dopiero otrzymać.

Komentarz (1)

  1. Pingback: Sowiecki atom wpłynie na Bałtyk | W y s z p e r a n e

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Solve : *
24 − 3 =