Tak dla Odry, Tak dla Polski

Wróbel broni Kormorana czyli Marynarka Wojenna po polsku


Marynarka Wojenna otrzymała nowy okręt ORP „Kormoran”, to chyba najnowocześniejszy w NATO niszczyciel min. Zbudowany ze stali amagnetycznej (austanitycznej) okręt, wyposażony w nowoczesne urządzenia pozwalające na prowadzenie precyzyjnych działań pod wodą, jest perłą polskiej marynarki. Dobrze się stało, że kupiono taki okręt, szkoda że tylko jeden. Ponieważ one są bardzo potrzebne, współczesne miny inteligentne to chyba największe zagrożenie na morzu dla wszystkiego co pływa. Dlatego każda flota, która w ogóle myśli o tym, żeby zapewnić sobie możliwość działania, musi mieć takie okręty.

Konstrukcyjnie nie jest to duża jednostka, ale wystarczająca jak na okręty tej klasy – długość 58,5 m, szerokość 10,3 m, zanurzenie 2,7 m i wyporność ok. 830 ton. Na pokładzie pracuje 45 osób załogi (w tym 7 oficerów). Ma prędkość maksymalną 15 w, zasięg 2500 Mm i autonomiczność 10 dób. Kadłub jest specjalnie wyciszony, nie ma właściwości magnetycznych, okręt ma wyjątkowa manewrowość dzięki pędnikom wodnym. Spełnia wszystkie wymagania dla okrętów tej klasy.

Rolą takiego okrętu nie jest walka bezpośrednia z przeciwnikiem, tylko walka pośrednia poprzez zwalczanie zagrożeń jakie są w wodzie. Do tego okręt posiada bardzo specjalistyczne wyposażenie, w tym roboty podwodne krajowej konstrukcji. To wspaniale, że produkujemy w kraju tego typu urządzenia. W połączeniu z zachodnimi komponentami, stworzono bardzo dobry system broni, zdolny do prowadzenia działań praktycznie w każdych warunkach i przeciwko wszelkiego typu zagrożeniom. Jako ciekawostkę można dodać, że okręt ma również opcję stawiania min na specjalnie montowanych torach minowych.

Generalnie to wspaniała konstrukcja, wielkie osiągnięcie polskiej stoczni, konstruktorów i Marynarki Wojennej. Widać, że ludzie, którzy się na tym u nas znają, zrobili coś co jest w naszym kraju stosunkowo rzadkie – doskonały produkt. Bezwzględnie przydałoby się jeszcze kilka takich okrętów. W razie zagrożenia są one bezcenne, obecna taktyka użycia inteligentnego uzbrojenia minowego może w praktyce sparaliżować ruchy floty wojennej na całym akwenie, jak również co jest chyba oczywiste i floty handlowej. Dodatkowo biorąc pod uwagę ilość żelastwa jaka jest w Bałtyku po dwóch ostatnich wojnach, posiadanie takiego okrętu to konieczność. Nigdy nie wiadomo, co zdryfuje w stronę portu lub wyłoni się z piachu. Kawał żelastwa może być starym złomem, albo śmiertelnie groźną pułapką. Ten okręt ma możliwość precyzyjnego zniszczenia każdego zagrożenia.

Tego typu okręty operują w sposób dość specyficzny, nie muszą być szczególnie szybkie, ani silnie uzbrojone – bronią defensywną. Jednak to, co się odnosi do klasy jednostek we flotach posiadających silne jednostki pływające zdolne do osłony tego typu okrętów u nas jest problematyczne. W naszym przypadku każdy okręt jest celem jeszcze w porcie – na moment rozpoczęcia konfliktu. Dzisiaj standardem jest spowodowanie, żeby każda duża jednostka pływająca mogła skutecznie obronić się przed efektorami – środkami rażenia nieprzyjaciela. Chodzi przede wszystkim o rakiety przeciw okrętowe, bomby kierowane, torpedy i innego rodzaju broń.

W przypadku tego okrętu, jego uzbrojenie składa się – tymczasowo –  z działka Wróbel II kalibru 2×23 mm oraz trzech karabinów 12,7 mm. Dodatkowo jest mowa o jakiejś ilości wyrzutni typu Grom, odpalanych z ramienia przez Marynarzy. Jest to rozwiązanie tymczasowe. To uzbrojenie nie jest w stanie obronić tego okrętu nawet przed srającymi mewami, a co dopiero przed pociskiem rakietowym lub atakiem klasyczną bombą lotniczą. To źle że tak nowoczesny, wyspecjalizowany i nowoczesny okręt, który po prostu jest bezcenny nie ma obrony przeciwlotniczej pozwalającej przynajmniej na zmuszenie przeciwnika do wysiłku.

Jeżeli już budujemy coś tak wspaniałego, coś tak wyspecjalizowanego i będzie to przez długie lata – jedno. To nie można oszczędzać na czymś tak potrzebnym jak uzbrojenie przeciwlotnicze. Ponieważ bez efektywnego uzbrojenia przeciwlotniczego ten okręt jest po prostu celem dla każdego samolotu, a nawet śmigłowca.

Czy naprawdę nie jest nas stać na zakup jednej automatycznej armaty 57 mm firmy Bofors z programowaną amunicją i systemem kierowania ogniem? Oczywiście o ile tak duże działko by się zmieściło na tak niewielkim okręcie. Podobnie można kupić gotowe wyrzutnie RBS-70 przystosowane do walki z pokładu okrętu. Szału nie robią, ale na 8 km mogą zestrzelić większość celów latających, a to o wiele dalej, niż Wróbel II! W wielu wypowiedziach o tym okręcie była mowa o możliwości zastosowania polskiej armaty AM-35 kalibru 35 mm. Jest ona już opracowana i była testowana na okręcie starszego typu. Docelowo ma być rozwiązaniem dla „Kormorana”. Chociaż to i tak, nie będzie rozwiązanie pozwalające na zabezpieczenie tej jednostki przed atakiem z powietrza.

W tej chwili tylko Wróbel broni Kormorana, tak wygląda Marynarka Wojenna po polsku! Miejmy nadzieję, że ten stan tymczasowy nie okaże się stanem docelowym, wiadomo że prowizorki są najtrwalsze. Dlatego gratulując Marynarce Wojennej sukcesu, należy postulować doprowadzenie tego wspaniałego projektu do końca. Pan Minister Obrony Narodowej z okazji uroczystości rocznicowych na wybrzeżu dał do zrozumienia, że wciągnięciem bandery na ORP “Kormoran” kończy się okres beznadziei i kończy się okres niezdolności do chwały i skutecznego działania polskiej Marynarki Wojennej. Miejmy nadzieję, że na jednym Kormoranie się nie skończy, a uzbrojenie tych okrętów ulegnie wzmocnieniu.

Tekst  wzięty  z  https://obserwatorpolityczny.pl/?p=51158

51 total views, 1 views today

Dodaj komentarz